Ktoś chętny postawić piwo Synom Wolności?

Seria Metal Gear Solid zajmuje wyjątkowo szczególne miejsce w moim sercu. Pierwsza część wydana jeszcze na konsolę PSX w 1998 roku sprawiła, że na gry zacząłem patrzeć zupełnie inaczej, historie zawarte w grze zmusiły mnie do lepszej nauki języka angielskiego, bohaterowie stali się dla mnie kimś więcej niż tylko zlepkiem pikseli i też pierwszy raz po ukończeniu gry poczułem pustkę bo przecież jak to już koniec? Okazało się jednak, że to nie był koniec a raczej początek fantastycznej przygody z serią od Hideo Kojimy, która po dziś dzień zajmuje czołowe miejsce w kategorii „Najlepsza seria gier w historii”. I to mimo Metal Gear Solid V The Phantom Pain o którym na pewno też kiedyś napiszę mały elaborat ale to innym razem. Dzisiaj nie będzie szkalowania.

Dzisiaj wielbimy Metal Gear Solid 2, które 12 listopada 2001 roku ukazało się na terenie Japonii.

„The Hudson River, two years ago…”

Samo otwarcie drugiej odsłony serii MGS było bardziej filmowe niż jakikolwiek film, który na tamten czas widziałem na oczy a teraz przypominając je sobie na potrzeby tekstu widzę, że pamięć może i dobra bo pamięta szczegóły ale Solid Snake zrzucający pelerynę aby z mostu Waszyngtona wykonać backflip na przepływający pod nim tankowiec aby następnie móc niczym Arnold Schwarzenegger w drugim Terminatorze objawić się nam w pełni otoczony błyskawicami to jest jednak coś czego nie widzi się codziennie nawet w grach Hideo. Już po tym otwarciu mieliśmy pewność, że przyjdzie nam mieć do czynienia z grą wyjątkową bo sukces poprzedniej części oraz możliwości technologiczne PS2 (pamiętacie mit o sterowaniu za jej pomocą rakietami naprowadzanymi?) pozwoliły Kojimie w pełni rozwinąć skrzydła. Jednak zanim doszło do tego momentu gdzie Snake obserwował wpadających na pokład tankowca żołnierzy Ocelota musiałem kilka godzin przecierpieć. Był to czas gdzie już regularnie chodziłem do pracy i wracając z takiej jednego wieczora zobaczyłem u brata kilka osób na takiej typowej nasiadówie. Wiecie jakieś chipsy, muzyczka z wieży HiFi (miała zmieniarkę na 5 płyt!), jakiś alkohol i generalnie fajny klimat bo jakieś wesołe rozmowy wśród uczestników. Wszedłem do pokoju, przywitałem się ze wszystkimi i nie usłyszałem odpowiedzi od mojego brata. Dopiero po chwili zobaczyłem, że jego wzrok cały czas był skupiony na telewizorze a po jego uśmiechu, który skierował w moją stronę wiedziałem, że cokolwiek tam się dzieje to musi być coś pięknego. Nie myliłem się. Robiąc krok do przodu moim oczom objawił się Snake przylegający do ściany na pokładzie tankowca a następnie w szalonym tempie zacząłem wertować zawartość pokoju i po krótkiej chwili ujrzałem obok telewizora pudełko z pełną wersją MGS2. Jest to wydanie wyjątkowe bo znajduje się w mojej kolekcji po dziś dzień. Jak tak się teraz nad tym zastanawiam to do dzisiaj nie spytałem go skąd nagle wytrzasnął grę ale nie obchodziło mnie to. Kiwnęliśmy sobie głowami i ku konsternacji niemal wszystkich w pomieszczeniu chwyciłem pierwszą lepszą książkę a następnie udałem się do kuchni aby ją na spokojnie czytać. Nie byłem jednak w stanie w pełni oddać się lekturze ponieważ moje myśli krążyły cały czas w okół tego wszystkiego co do tej pory wyczytałem na temat nowej części MGS. Hasła takie jak nowy rodzaj gier wideo, niespotykana do tej pory ilość detali, zniszczalne środowisko, idealne odwzorowanie zachowań żołnierzy Spetznazu, dbanie o to aby nasza postać się nie przeziębiła bo jej kichnięcie może zostać usłyszane przez wroga co podniesie alarm to tylko niektóre z haseł, które krążyły mi po głowie.

Wreszcie po paru godzinach nasiadówy doczekałem się opróżnienia pokoju z gości a mój brat, który w pełni mnie rozumiał przekazał mi kontroler od konsoli niczym w filmach fantasy gdzie młody adept przejmuje od starszego mistrza magiczny przedmiot, który pozwoli mu wkroczyć w niesamowity świat o którym nawet w najśmielszych snach nie marzył. Kiedy nastąpił ten magiczny moment dochodziła godzina 22 i trwał aż do godziny 16 dnia następnego. Ukończenie MGS2 na jedno podejście po pełnym dniu pracy wydawało mi się niemożliwe do wykonania a jednak udało mi się. Zesztywniały, głodny, spragniony (coś tam kąsałem w trakcie grania ale niewiele) skierowałem kroki do kuchni po kubek zimnej wody po czym padłem spać i jestem pewien, że na mojej twarzy widoczny cały czas był uśmiech pełen szczęścia oraz zadowolenia.

Who dares, wins…”


Nie piszę jednak tego tekstu po to aby MGS2 oceniać a raczej docenić. Tym bardziej, że co jakiś czas spotykam się z opinią, że przygoda Snake`a oraz Raidena to część bardzo nieudana głównie ze względu na to, że to ten drugi był bohaterem pierwszoplanowym. Czy aby na pewno? Oczywiście jest powszechnie znane tłumaczenie Hideo, który mówił, że chodziło o pokazanie wszystkiego związanego z Wężem z innej perspektywy ale osobiście widziałem tutaj coś więcej. Każdorazowe pojawienie się głównego bohatera serii na ekranie czy też momenty kiedy do nas dzwonił przez Codec było dla mnie ogromnym wydarzeniem. Sama jego obecność na ekranie sprawiała, że zaczynałem czuć się dużo pewniej i mimo iż gra mnie nie oszczędzała a sam wielokrotnie musiałem uciekać przed oddziałem żołnierzy do szafki to dzięki paru słowom mojego idola ze świata gier zaczynałem wierzyć, że mi się uda i nie położę się spać przed poznaniem zakończenia historii. I myślę, że mniej więcej taki sam zamysł miał (albo mógł mieć) Hideo Kojima. Mieliśmy nie tyle wczuć się w postać Raidena a stać się nim. Mieliśmy zostać tym nieopierzonym żołnierzem, który momentami nie czuł się być odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu a jednak kilka słów od kogoś otoczonego tak wielką legendą dawało mu kopa motywacyjnego.

Na pewno nie jestem jedyną osobą, historie zawarte w serii MGS pomogły dojrzeć w paru aspektach a tło wydarzeń na tankowcu oraz na platformie Big Shell były zdecydowanie bardzo poważnym krokiem aby czerpać z gier znacznie więcej. Przede wszystkim stałem się rozumieć szerszy kontekst w rozmowach postaci z gier. Z początku konwersacje Jacka z Rose przeszkadzały mi i nie pasowały bo byłem przyzwyczajony do trochę oschłego i surowego Snake`a, który nie pozwalał sobie wchodzić na głowę sprawami na tematy osobiste (słynne „My name is not important” w rozmowie z Naomi w pierwszej części) a tutaj dostaliśmy coś zupełnie innego. Z żołnierza, który wiedział doskonale co robi musieliśmy się wcielić w skórę kogoś kto czuje, że nie tylko sobie ale też innym musi coś udowodnić. To między innymi dlatego uważam, że osadzenie Snake`a w takiej a nie innej roli było bardzo dobrym posunięciem. Co prawda etap na tankowcu powtarzałem częściej niż rozdział drugi to jednak gra jako całość prezentuje się wg mnie idealnie. Późniejsze twisty fabularne w postaci pojawienia się siostry Otacona, poznanie sekretu Fortune (nabrałem się, przyznaję) czy wytłumaczenie roli Solidusa w tworzeniu historii Stanów Zjednoczonych nawet teraz na samo wspomnienie sprawiają, że mam lekki opad szczęki. Kojima był mocno przed innymi pod wieloma względami. Dodajmy do tego walki z bossami no bo przyznać trzeba, że niecodziennie mamy możliwość aby w ramach jednej gry stoczyć walkę z grubasem na wrotkach w stroju sapera, który ma fioła na punkcie ładunków wybuchowych, następnie staramy się pokonać kobietę, której nie można trafić żadnym pociskiem, przeskakujemy na walkę z myśliwcem Harrier a kończymy walką z wampirem i z prezydentem USA na jednym z najbardziej rozpoznawalnych budynków w całym kraju. Walka z całym zastępem Metal Gear Ray celowo pomijam bo jak na Kojimę to była to wyjątkowo zwyczajna walka (chociaż niesamowicie efektowna). Hideo zawsze potrafił graczy zaskoczyć nietypowymi pojedynkami i o ile bossowie z MGS2 wyraźnie różnią się stylem od tych z części pierwszej oraz trzeciej to dzięki temu unikatowemu stylowi tak łatwo ich idzie zapamiętać. Gdyby byli stworzeni na modłę postaci takich jak Psycho Mantisa czy The End moglibyśmy mieć sytuację gdzie przez brak wyróżniania się na tle innych nie moglibyśmy ich tak dobrze umiejscowić.

Prywatny ołtarzyk, który jest tylko częścią kolekcji przedmiotów związanych z serią.

„Building the future and keeping the past alive are one in the same thing”

Warto pamiętać na pewno też o tym jak wielkie przywiązanie do szczegółów miało wpływ nie tylko na kolejne części serii ale też na wiele innych tytułów. Materiały, które pojawiały się w interne… tzn w telewizji Hyper mocno nakręcały mnie na premierę samej gry a wrażenia redaktorów PSX Extreme sprawiały, że nie potrafiłem wyobrazić sobie tego jakim cudem mam się przesiąść z gier na PSX do takiego molocha. Zniszczalne środowisko ze słynnym barkiem na pokładzie tankowca, którego całą zawartość mogliśmy zniszczyć ostrzeliwując z broni. Butelki pękające realistycznie pod wpływem pocisków, trzęsące się drzwiczki czy kostki lodu, które po rozsypaniu roztapiały się w czasie rzeczywistym! Trzeba było sporej cierpliwości aby to zobaczyć na własne oczy na szczęście dzisiaj z pomocą przychodzą filmiki na youtube gdzie można to wszystko obejrzeć w przyspieszonym tempie. Jednym z najbardziej niesamowitych wprowadzeń w grze mieli nie bossowie a żołnierze wkraczający na pokład statku. Motosada Mori, który był konsultantem militarnym spisał się na medal i od czasów MGS2 zwracam uwagę w filmach na to czy ktoś wchodzący do pomieszczenia w celu przeszukania go robi to wzrokiem i dopiero po zauważeniu zagrożenia celuje tam bronią czy też wpada do pokoju i wymachuje karabinkiem niczym koordynator rejsu lotniczego tymi pomarańczowymi dildosami. Jednak takich smaczków było znacznie więcej i niekoniecznie wszystkie były związane z czymś poważnym. Chowanie się w szafkach tak mocno rozreklamowane w poprzedniej części (pamiętajmy, że MGS nie był pierwszą częścią całej sagi gdzie można było to robić) tutaj zostało poszerzone o dodatkowe możliwości. W niektórych z nich wisiały plakaty skąpo ubranych kobiet, które były całkiem interaktywne. Jeżeli za pomocą widoku FPP zbyt długo patrzeliśmy się dekolt takiej pani dostawaliśmy połączenie od Otacona, który nas mocno zrugał za to co robimy a opierając się o drzwiczki z plakatem plecami i pukając w niego dłonią w szczególne miejsce (tak, w TO miejsce) na pokładzie statku czy platformy natychmiast zaczynał rozbrzmiewać alarm. Następnie wpadali do nas żołnierze i jeżeli zdążyliśmy się schować w jednej z szafek to nie oznaczało to bezpieczeństwa. Szafka po szafce sprawdzali w poszukiwaniu intruza a jeżeli jakimś trafem udało nam się przed nimi ukryć wychodzili z pomieszczenia w idealnym szyku klepiąc w ramię towarzysza z naprzeciwka aby wiedział, że ma kogoś z drużyny za plecami. Zresztą jak na dzisiejsze standardy to AI w MGS2 też było mocno ponad wszystkimi i nawet dzisiaj trudno znaleźć grę gdzie nasi wrogowie tak umiejętnie by nas otaczali, zmieniali pozycję czy nagle kilkuosobowym oddziałem przeprowadzali na nas szturm.

A to wszystko i znacznie więcej w grze z 2001 roku!

Europejska okładka wersji PS2 mimo iż wyglądała trochę dziwnie to nadal zachowała na szczęście ducha serii dzięki kresce niezawodnego Yoji`ego Shinjkawy

„Find something to believe in, and find it for yourself. When you do, pass it on to the future.”

Metal Gear Solid 2 Sons of Liberty to zdecydowanie jeden z najlepszych tytułów z ery PS2 w moim prywatnym rankingu. Gra pod wieloma względami mocno się broni jednak bezproblemowo znajdą się takie, które z miejsca kasują ten tytuł z tego aby pokazać ją komuś młodszemu bo zwyczajnie nie zrozumie dlaczego ta głupia kamera jest cały czas zawieszona nad głową naszego bohatera. Bardzo wiele bym oddał za możliwość ogrania pierwszych trzech części sagi MGS w odnowionej formule, z oryginalnymi dialogami i na silniku Fox Engine, który tak pięknie działał w MGSV. Niestety po tym jak Kojima pokłócił się na śmierć z Konami a Ci z kolei zaczęli trzepać niesamowite pieniądze na automatach pachinko szanse na taki projekt są minimalne. Co prawda prawa do marki należą do japońskiego giganta (mam na myśli firmę, nie naszego kochanego ego giganta) więc gdyby bardzo chcieli to by się za to zabrali ale patrząc na ich podejście „zrób niewiele, zarób góry złota” jakoś tak ciężko mi ujrzeć w mojej szklanej kuli konferencję na E3 w czasie której na scenę wychodzi przedstawiciel MS albo Sony, rzuca kilka słów wstępu gdzie opowiada o tym jak mają do pokazania pewien niesamowity projekt, który był tworzony w sekrecie. Następnie gasną światła w hali, pojawia się klasyczne logo Konami a w tle leci motyw przewodni z Policenauts. Cała sala eksploduje z radości, ludzie padają sobie w objęcia, Korea Północna podpisuje traktat pokojowy z USA i wprowadza program opieki zdrowotnej dla wszystkich swoich obywateli a Peter Molyuneux tworzy grę na miarę swoich zapowiedzi.

To wszystko niestety tylko moje marzenie, które co jakiś czas wraca w trakcie słuchania OST z serii MGS ale kto wie? Może zawarte „from soft to solid” w tajemniczym tweecie wysłanym jakiś czas temu przez ekspertów od remake`ów czyli Bluepoint Games zwiastuje zapowiedź powrotu na wyspę Shadow Moses?