Żegnaj Driveclub. Będziemy tęsknić.

Rok 2020 zakończy w pewnym sensie aktualną generację konsol i rozpocznie nową erę dla PlayStation 5 oraz dla Xboxa. Póki co zapowiedzi nowych gier bardzo leniwie na nas spływają, bo twórcy gier starają się maksymalnie wykorzystać potencjał drzemiący w ich markach, które premierę będą mieć w tym roku. Cyberpunk 2077, Resident Evil 3 Remake, The Last of Us czy ostatnio potwierdzone z datą premiery Ghosts of Tsushima to gry niesamowicie medialne i nic dziwnego, że wiele firm nie reklamuje jeszcze tego co chcą pokazać na Xbox Series X czy PlayStation 5, bo ciężko jest przebić się w mediach mając takich konkurentów. Jednak jak już te wszystkie gry wyjdą, przyjdzie czerwiec, a wraz z nim napłyną informacje o nowych grach (zapewne w postaci osobnych eventów największych graczy) czeka nas zalew informacji odnośnie całej masy nowych marek czy kontynuacji znanych już IP. O ile cieszy mnie bardzo sama myśl o tym ile dobra będzie dla nas przygotowanego tak jedno mnie smuci a w ostatnim czasie szczególnie mocno. Nie otrzymamy żadnej informacji o Driveclub 2. Ten niedługi wpis jest o tym jak bardzo mnie boli brak nowego dziecka od Evolution Studios.

Na początku były obietnice…

Wszystko zaczęło się bardzo dobrze jeżeli chodzi o zapowiedzi gry. Sony dumnie prężyło się z faktem, że ich konsola dostaje drugą serię wyścigową obok Gran Turismo, która ma być ukierunkowana dla fanów zręcznościowych wyścigów. Samo studio tworzące kod gry chwaliło mocno wszystkie niesamowite bajery jakie mają zamiar dostarczyć nam w gotowym produkcie. Czasy sztywno ustawionych warunków pogodowych miały odejść w niepamięć a ich miejsce miała zastąpić dynamicznie zmieniająca się pogoda. Gra dodatkowo miała być jednym z system sellerów, które miały wystartować w dniu premiery konsoli i napędzić jej sprzedaż (czas pokazał, że PS4 i bez tego dała sobie świetnie radę). Co więcej miała być też wersja gry specjalnie dla abonentów PlayStation Plus, która nie miała się wiele różnic od tej dostępnej w formie pudełka ze sklepu. To wszystko wyglądało bardzo ładnie i przy kolejnych informacjach, screenach czy filmikach publikowanych przez Evolution Studios nie sposób było przejść obojętnie obok tej pięknie zapowiadającej się gry. Niestety rzeczywistość bardzo szybko zweryfikowała chęci oraz możliwości. Zegar tykał nieubłaganie, do premiery konsoli pozostawało już bardzo niewiele czasu i w okolicach października 2013 roku pojawiły się pierwsze plotki jakoby planowana premiera gry miała się odbyć w późniejszym terminie. Na nieco ponad miesiąc przed premierą gry taka informacja padła jak grom z jasnego nieba. Można było wyczytać wiele głosów o tym, że gracze są bardzo niezadowoleni i nie mają zamiaru kupić PS4 z tego powodu. Oczywiście wyszło znowu na to, że najwięcej do powiedzenia mieli Ci, którzy mieli tak naprawdę najmniej do powiedzenia, bo konsola wyprzedała się pierwszego dnia na pniu niemal na całym świecie i wszędzie można było wyczytać informacje o braku dostępności. Niestety nie zmieniało to oczywiście faktu, że mocno wyczekiwana gra dostała dość niespodziewanego poślizgu i jego ówczesna data wydania była oznaczona tajemniczym „Early 2014”. Wielu osobom mocno nie grało to, że nie ma konkretnej daty premiery i jak się okazało coś w tym było bowiem nie była to niestety ostatnia obsuwa gry.

Tryb fotograficzny w Driveclub potrafi zdziałać niesamowite rzeczy

W czasie kiedy na Xboxie One gracze mogli rozkoszować się dobrociami piątej odsłony serii Forza Motorsport, która mimo wielu wad nadal była cholernie dobrą grą posiadacze PS4 musieli wyczekiwać jakiejkolwiek wieści na temat daty premiery wyczekiwanego tytułu. Ewentualnie mogli liczyć na cud w postaci informacji o nowej odsłonie Gran Turismo, ale jak dobrze wiemy na to trzeba było jeszcze trochę czasu poczekać, bo aż do końcówki roku 2o15. Na forach temat gry od Evolution Studios mocno ucichł i pojawiały się przeważnie tylko złośliwe komentarze, że konsola Sony obędzie się bez jakiegokolwiek tytułu wyścigowego na wyłączność, a sam Driveclub nigdy nie istniał i to wszystko to była jedna wielka ściema (serio pamiętam takie wpisy). Jednak po paru miesiącach ciszy pojawiły się nowe informacje. Otóż w marcu 2013 roku pojawiła się informacja o kolejnym przesunięciu premiery gry. Komunikat wydany przez Scotta Rohde, ówczesnego kierownika produkcji w Sony Entertainment America gromko brzmiał:

What I will say is that it all comes back to that fundamental principle, and that’s that we want to build great games,” Rohde said. “And we really don’t want to release a game before it’s ready. And sometimes, this happens in the normal course of business, where we think we’re on track to deliver what we think is going to be a great game, and when we get closer, we realize that we’d be doing everyone a disservice if we shipped it before it was ready.”

“So, I think that at PlayStation, perhaps more than at other places, we’re willing to kinda eat that [cost],” Rohde continued, “and go back to the drawing board and make sure the game is great before we ship it. And that’s what’s going on right now with that game.

Fragment, który wytłuściłem nie jest przypadkowy. Pół roku po pierwotnej premierze gra wracała na tablicę, aby zespół mógł przemyśleć co idzie nie tak i jak to wyeliminować, aby dostarczyć tytuł najwyższej jakości. To oznaczało kilka rzeczy. Pierwszą z nich było to, że gra musiała być w katastrofalnym stanie przez bardzo długi czas, ale Sony albo uznało, że dobrze będzie nabrać wody w usta i nie robić smrodu wokół własnej produkcji. Drugim objawieniem mogło być to, że szefostwo ślepo wierzyło w fakt iż gra, która ma masę błędów nagle samoistnie się naprawi dzięki czemu będzie można ją wytłoczyć oraz wypuścić na sklepowe półki wiosną 2014 roku. Fora internetowe wybuchły, Sony oraz Evolution Studios były obsmarowywane przez całą masę osób, fanboje Microsoftu miały swoje pole do popisu, ale była garstka ludzi, która wierzyła w ten projekt. Nie, to nie jest kolejna piękna historia w której autor tego wpisu opisze jak to wierzył w DC nieważne co by się działo. Bardzo mi się podobał koncept gry, ale po oznajmieniu, że tytuł jeszcze musi zostać dopracowany odpuściłem i przestałem śledzić temat raczej posiłkując się jakimiś opiniami znajomych.

Jak się jednak okazało nie trzeba było długo czekać na kolejną informację odnośnie stanu produkcji. Pod koniec kwietnia Sony wypuściło nowy trailer wraz z informacją o dacie premiery – 7.10.2014. Jak się miało okazać była to ostateczna data i nic już nie stanęło na przeszkodzie aby w pełni rozkoszować się tymi wspaniałymi wyścigami. No może jednak nie do końca tak było…

Klątwa Day One patch

Mimo wielkiej radości jaką sprawiła graczom informacja o planowanej dacie premiery była w niej zawarta dość spora łyżka dziegciu. I to taka rozmiarów chochli do nalewania grochówy na pikniku wojskowym. W dniu premiery gra będzie miała do pobrania spory plik aktualizacyjny, który jest niejako znakiem gier ostatnich siedmiu lat. W pliku aktualizacyjnym miało brakować jednak bardzo ważnego elementu gry a mianowicie hucznie zapowiadanych zmiennych warunków atmosferycznych. Kolejny raz na forach padały strzały, było wyśmiewanie i szydera z nieporadności developerów. Na dodatek wersja gry dla posiadaczy abonamentu PlayStation Plus została odroczona w czasie aby „udrożnić serwery sieciowe gry” co było jasnym sygnałem, że jedna z najważniejszych funkcji gry nadal miała mieć ogromne problemy i w obawie przed zatkaniem przepustowości postanowiono odsunąć trochę w czasie DriveClub PlayStation Plus Edition. Wobec powyższego w dniu premiery gracze ruszyli czy to do pobliskiej sieci handlowej czy do PlayStation Store aby nabyć swoją wersję gry. Kilka godzin pobierania/instalacji, odpalamy grę, siadamy w fotelu, otwieramy napój, łapiemy pada i co?

„Cannot connect to Driveclub servers”

Kiedy wydaje się, że gorzej być nie może pojawia się ktoś kto z drwiącym uśmieszkiem stwierdza, że jednak może być gorzej i nam zaraz to udowodni. Przez kilka tygodni sukcesem było połączenie się z serwerami gry, aby móc rywalizować w zespołach, klubach czy też z losowymi graczami na świecie. Niestety przeciążenie ruchu sieciowego było ogromne i sukcesem było nawiązanie połączenia, a kiedy już się udało to najlepiej było nie wyłączać gry przez jakiś czas chociaż to w żaden sposób nie chroniło nas przed przerwaniem połączenia. Na domiar złego grze było zarzucane to, że jest ogolona z zawartości o brak zmiennych warunków atmosferycznych tylko potęgował poczucie pustki. Na całe szczęście nie trzeba było zbyt długo czekać na upragniony deszcz bowiem na początku grudnia 2018 a więc 2 miesiące po premierze gry można było pobrać łatkę ważącą nieco ponad 1 gigabajt, która miała całkowicie odmienić oblicze gry. I od tego momentu ciężko nie zauważyć tego, że Evolution Studios pracowało w pocie czoła, aby dostarczać aktualizacje zawartości, a zakup season passa gwarantował nam ogrom nowych zawodów oraz samochodów. Od tej pory wszystko zaczynało się naprawdę dobrze układać. Gra została wyposażona w świetny model jazdy sprawiający, że każde auto kierowało się inaczej, a przesiadka na inne oznaczała naukę kontroli nad nową maszyną. Jednak o ile sam core gameplayu nie uległ jakiejś drastycznej zmianie to graficznie zostały ustawione zupełne inne standardy. Standardy, które do dzisiaj w mojej opinii nie mają sobie równych. Zadbano nawet o fanów jednośladów, którzy jakby nie patrzeć nie są zbyt mocno rozpieszczani przez twórców gier i pod koniec 2015 roku zostało wydane rozszerzenie Driveclub Bikes, które zawierało kilkanaście pięknie odwzorowanych motocykli. Odbiór rozszerzenia był różny. Wg niektórych model jazdy był średni, ciężko było opanować pojazd, a do tego trasy nie były przystosowane do takiego rodzaju rozgrywki. Wg mnie jest to bardzo dobry dodatek z bardzo wymagającym modelem jazdy, więc jak ktoś kupił przed usunięciem go ze sklepu a nie grał jeszcze to powinien czym prędzej sprawdzić. Jeszcze warto nadmienić, że po premierze zestawu PlayStation VR została wydana jeszcze jedna edycja gry o podtytule, a jakże inaczej VR. Jednak o ile sama bazowa gra wzniosła się na wyżyny wspaniałości i w niczym nie przypominała tego czym pierwotnie była tak wersja na rzeczywistość wirtualną spotkała się z bardzo kiepskim odbiorem głównie przez fatalną jakość grafiki nie tylko w porównaniu z oryginałem ale też z tytułami z czasów wczesnego PlayStation 3.

Driveclub na zawsze pozostanie w moim sercu jako jedna z najbardziej niepowetowanych strat obecnej generacji konsol. Z jednej strony rozumiem dlaczego Sony udupiło Evolution Studios i nie zaryzykowało tworzenia kolejnej części gry. Wszak reputacja zarówno jednych jak i drugich została mocno nadszarpnięta, a echa fatalnego startu gry można usłyszeć do dzisiaj w niektórych jaskiniach Ameryki Południowej. Z drugiej strony bardzo mnie boli brak możliwości zobaczenia kontynuacji na nadchodzącym coraz większymi krokami PlayStation 5 i to jeszcze widząc jak ludzie, którzy zostali zwolnieni przy okazji zamknięcia studia poszli robić gry pokroju Onrush o którym najlepiej jest nie pisać nic. Ogromny potencjał, który został zawarty w marce został zakopany, a w momencie kiedy piszę te słowa został już ostatni dzień na „one last ride” ze znajomymi ze swojego wirtualnego klubu. Pod koniec sierpnia 2019 Sony zdjęło grę z PlayStation Store (dzień wcześniej niż zapowiadano co oczywiście odbiło się mocnym echem wśród graczy) jednocześnie komunikując o tym, że 31 marca 2020 roku serwery gry zostaną bezpowrotnie wyłączone. I może Sony zapomniało już o grze, a w przyszłości pewnie nie będą nawet o niej wspominali, ale w sercach wielu graczy w tym w moim Driveclub na zawsze znalazł swój malutki kąt. I to mimo tego, że na początku jego istnienia sam należałem do grupy osób wyśmiewających kolejne wpadki.