Recenzja Good Job!

Pracowaliście kiedyś w biurze? Albo znacie kogoś kto pracował lub nadal pracuje? Stawiam, że na przynajmniej jedno z tych pytań odpowiedzieliście twierdząco. Istnieje więc spora szansa, że zdajecie sobie sprawę, że w takim miejscu zawsze jest ktoś, kto ogarnia rzeczy czysto techniczne. W sumie nie trzeba być zatrudnionym w biurze, aby wiedzieć o kimś takim, bo tzw. ranger jest do znalezienia też np. w elektronicznym markecie. W końcu ktoś musi złapać za drabinę i jeździć z nią po całym sklepie/biurze przez pół dnia szukając tej jednej konkretnej wtyczki od internetu, która nie działa, albo poszukać na magazynie miejsca, gdzie ktoś kiedyś wrzucił zapasowe świetlówki. Nie jest to łatwa praca, bo walka z maszynami potrafi być ciężka i uporczywa, a kto kiedykolwiek napotkał jeden problem z drukarką zapewne wie, że na tym jednym się nie kończy tylko jest niczym otwarcie puszki Pandory z kolejnymi komunikatami o zbyt małej ilości czarnego tuszu. Ktoś taką pracę wykonywać musi, a od niedawna dzięki nowej ekskluzywnej pozycji od Nintendo mamy możliwość zapoznania się z dniem pracy takiej osoby. Z odpowiednim dla Nintendo rozrywkowym podejściem.

Na pierwszy rzut oka gra mocno przypomina znane i nie zawsze lubiane Human: Fall Flat, które kilka lat temu dość mocno zawojowało listy sprzedażowe na Steamie. Na całe szczęście lekka bezwładność postaci oraz niecodzienne sterowanie każdą ręką z osobna nie zostało przekopiowane, a nasz bohater porusza się niczym ktoś kto przez ostatnie 4 godziny oglądał memy w toalecie. Sterowanie od samego początku jest przyjemne i przemieszczenie się między innymi pracownikami biura, regałami czy pomieszczeniami nie sprawia najmniejszego problemu. Co prawda nie obraziłbym się gdyby istniała możliwość obracania kamery, bo ze względu na izometryczny widok czasami nie widzimy do końca co stoi nam na przeszkodzie kiedy znajdujemy się bezpośrednio za ścianą. Na szczęście na zdecydowaną większość takich sytuacji wystarczy spróbować chwycić cokolwiek mamy przed nosem i po chwili przeszkoda znika nam z drogi. No chyba, że przed chwilą ostro zaszaleliśmy w schowku, wszędzie leżą porozrzucane kartony, a my teraz przeklinamy samych siebie za to, że doprowadziliśmy do takiego zaniedbania BHP. Naszym pierwszym poważnym zadaniem w grze jest przeciągnięcie przez całe biuro rzutnika, który jest aktualnie potrzebny w sali konferencyjnej. Sprawa niby prosta bo wiemy gdzie jest rzutnik, gdzie go mamy dostarczyć i widzimy, że droga jest prosta. Tak nam się jednak tylko wydaje bo już samo chwycenie ogromnego projektora pokazuje największy pazur całej gry, czyli doskonała fizyka obiektów. Im masywniejszy obiekt, który chcemy przenieść tym większy problem ma nasz pracownik. Kiedy trzeba posprzątać przejście na magazynie, nie mamy możliwości chwycenia wszystkiego naraz i przeniesienia obok. Karton po kartonie bierzemy i przenosimy w inne miejsce. Oczywiście przenoszenie kartonów to nie jest 90% gameplay’u i tutaj wychodzi kolejna bardzo duża zaleta gry, czyli jej różnorodność.

Ważne aby na końcu zadania być z siebie dumnym, nieważne od efektów ubocznych.

Jak już wcześniej wspomniałem naszym pierwszym zadaniem może być przemieszczenie projektora do innej sali, chociaż nie ma obowiązku wzięcia tego konkretnego zadania jako pierwsze. Na każdym z 9-ciu pięter mamy na początku do wyboru 3 pomieszczenia a w każdym z nich czeka na nas inne zadanie i to my decydujemy w jakiej kolejności się za nie zabierzemy. Problem z pracą zleconą w pokoju 101? Nic nie stoi na przeszkodzie aby przejść do jednego z dwóch pozostałych pomieszczeń. Po wykonaniu wszystkich trzech zadań gra odblokowuje nam czwarte pomieszczenie na danym piętrze, którego wykonanie jest przepustką na kolejny poziom budynku. Zaskoczeniem jest to, że to ostatnie pomieszczenie nie jest kompilacją wszystkiego z czym musieliśmy się zmierzyć do tej pory dzięki czemu unikamy uczucia powtarzalności. Co prawda pewne rodzaje powierzonych nam zleceń powtarzają się w trakcie przygody jako pomocnik biurowy, jednak ani razu nie zdarzyło mi się czuć monotonii w czym na pewno pomaga to, że przy nawet bardzo podobnym zadaniu przeszkody na naszej drodze sprawiają, że trzeba podejść do każdego problemu indywidualnie. Na naszej drodze napotkamy takie problemy biurowe jak brak wi-fi, potrzeba podpięcia wodociągu do systemu nawadniania ogródka, pomoc w zebraniu w jednym pomieszczeniu rozproszonych pracowników, którzy pouciekali z nudnego zebrania (jeden z nich poszedł grać na Switchu. więc w pełni rozumiem jego decyzję) czy np. posegregowanie na magazynie rozrzuconych wszędzie kontenerów. Fantastyczną frajdę sprawia obsługa sprzętu czy maszynerii, która zostaje nam oddana do dyspozycji. Mamy tutaj mopy, którymi możemy powycierać podłogę po tym jak ktoś rozlał zawartość wiadra, ale po co się męczyć jeżeli mamy możliwość użycia maszyny do polerowania powierzchni płaskich? Możemy przepychać duże palety za pomocą siły naszych rąk, ale skoro ktoś zostawił wózek widłowy z kluczykami w stacyjce to dlaczego nie mielibyśmy z niego skorzystać? Moglibyśmy też poprosić kogoś o pomoc, dać drugiego pada i w dwie osoby przepchnąć cięższe przedmioty co mocno ułatwia zadanie ale również mocno ją urozmaica. Wykonywanie niektórych zadań we dwie osoby tak naprawdę powinno podnosić ocenę gry o jedno oczko w górę, bo czy skupimy się na celu danego poziomu czy będziemy się gonić gaśnicami albo strzelać do siebie za pomocą procy utworzonej z kabla zasilającego to już nasza decyzja.

Twórcy gry zadbali aby nasza praca nie polegała tylko na przynieś, wynieś, pozamiataj. Wszystko to co mamy do zrobienia musimy wykonać przy wyrządzeniu jak najmniejszych szkód, w czym na pewno nie pomaga cały ambaras panujący w każdym z pomieszczeń oraz delikatność niektórych przedmiotów. Jest to niestety walka z samym sobą, bo niektóre pomieszczenia po prostu się proszą o to, aby zostawić w nim prawdziwą stajnię Augiasza. Co prawda dostaniemy przez to niższą ocenę ale hej, figury zostały przeniesione na odpowiednie miejsca a to, że nam odkurzacz przemysłowy eksplodował, bo postanowiliśmy sprawdzić ile gotówki, sztabek złota, krzeseł, ludzi czy książek potrafi wciągnąć to już inna sprawa. Przecież nie płacą nam za pozostawienie miejsca w stanie idealnym. Jednak im szybciej wykonamy zadanie, tym mniej szkód finansowych wyrządzimy oraz im mniej przedmiotów przy tym zniszczymy tym większa szansa na to, że zgarniemy ocenę A albo nawet S. Niestety im większy bałagan pozostawiamy za sobą tym gorzej sobie radzi z tym gra. Kilka wcześniej wspomnianych eksplozji odkurzacza może doprowadzić do zawieszenia się gry czego sam doświadczyłem. Przy samych wybuchach natomiast animacja bardzo mocno gubi klatki co w sumie jest czymś zrozumiałym, w końcu mamy do czynienia z grą niezależną, a nie z wysokobudżetową produkcją nad którą siedział sztab ludzi. Niestety mimo to spadki animacji naszej postaci oraz przedmiotów, którymi się posługujemy nie mają już wg mnie wytłumaczenia. Jest to kompletnie losowe zdarzenie i jak już na danym poziomie zacznie nam szwankować animacja to jeżeli bardzo nas to kuje w oczy a my nie jesteśmy zbyt daleko z progresem to warto zrestartować poziom aby się nie denerwować. Należy też wspomnieć o tym, że fizyka gry potrafi sporadycznie zaszwankować przez co wykonanie konkretnego zadania staje się nawet niewykonalne przez to, że wąż do podlewania kwiatów utknął w żywopłocie. Zdecydowanie przydałaby się możliwość wspinania na obiekty bo nasz bohater bez peleryny jest w stanie podskoczyć gdzieś mniej więcej na wysokość 5 centymetrów co sprawia, że ta umiejętność jest w 95% gry bezużyteczna. Nie mam tutaj na myśli zdolności wspinaczkowych Nathana Drake`a bo odbierałoby to bardzo dużą część zabawy ale możliwość wejścia na półmetrowy podest jest zdecydowanie lepszą opcją niż obchodzenie całego pomieszczenia naokoło. Zwłaszcza jeżeli przed momentem zostaliśmy sfrustrowani przez fizykę gry, która momentami jest jej największym wrogiem. Przepychanie ogromnych głazów jest na pewno piętą achillesową gry i przy powtarzaniu go w celu zdobycia jak najlepszej oceny chyba sobie będę musiał zaparzyć melisy. Lista minusów gry zamyka się na jej długości. Mamy tutaj poziomy, których rozpracowanie zajęło mi nawet 20 minut jednak zdecydowana większość to zadania na góra 10 minut. Samo ukończenie gry powinno nam zająć około 4-6 godzin pod warunkiem oczywiście, że wygramy z własną chęcią destrukcji otoczenia i skupimy się na zadaniu a nie na sprawdzaniu możliwości demolki.


Good Job! to naprawdę solidna pozycja w portfolio Nintendo Switch i jedna z najlepszych niespodzianek ostatniego Nintendo Direct gdzie gra została zapowiedziana i od razu wypuszczona do sprzedaży. Z zainteresowaniem będę obserwować kolejne informacje na jej temat bo patrząc na jej popularność wydaje mi się, że kontynuacja, ewentualnie dodatki do gry są czymś oczywistym.

  • fantastyczna zabawa z fizyką gry
  • doskonała w kooperacji
  • przyjemna dla oka oprawa A/V
  • różnorodność zadań
  • odstresowująca
  • długość gry
  • momentami fizyka przeszkadza
  • sporadyczne spadki animacji
Werdykt:
5