Townscaper czyli symulator relaksu

Nigdy nie byłem fanem gier idle. To tak słowem wstępu. Nie wiecie jakiego rodzaju jest to gra? Jesteście albo niesamowitymi hardcorami, którzy się takimi gierkami brzydzą albo… casualami, którzy w takie gry grają i nawet nie mają pojęcia, że coś takiego ma swój osobny gatunek. Każda opcja jest dobra, bo trzeba pamiętać aby grać w takie gry abyśmy to my byli szczęśliwi. Ja odkąd pamiętam lubiłem gry gdzie czeka na mnie wyzwanie, albo jest to coś bardziej rozbudowanego jak np Elite Dangerous gdzie nieważne jaki kierunek w grze bym sobie wybrał, to i tak czeka mnie wiele godzin przyswajania wiedzy. I np. takiemu Elite bardzo, ale to bardzo daleko do gier idle czyli tzw klikaczy gdzie naszym jedynym celem jest po prostu klikanie w ekran ewentualnie pukanie jeżeli gramy na telefonie. I właśnie do takiego rodzaju gier jest bardzo blisko, jak nie najbliżej opisywanemu dzisiaj przeze mnie Towscaper. Zaparzcie sobie ciepłej herbatki, usiądźcie wygodnie w fotelu i wejdźcie ze mną w ten wspaniały świat relaksu, komfortu i uczucia spełnienia nieważne co w tej „grze” zrobimy.

Oskar zakończył wojnę i poszedł na budowlankę.

Ok, już tłumaczę kim jest ten Oskar bo zaraz cała rzesza ludzi wychowana na ulicy Sezamkowej napisze do mnie, że spowodowałem u nich trwały uszczerbek na zdrowu psychicznym. Oskar Stålberg to jeden z twórców bardzo ciepło przyjętego Bad North, które na naszych komputerach oraz konsolach pierwszy raz zagościło w sierpniu 2018 roku. Gra była oparta mocno o gameplay znany z FTL, czyli mamy bohaterów, których możemy sobie ulepszać pokonując kolejne lokacje ale cały czas mając na uwadze, że na planszy idzie za nami ściana śmierci. W momencie kiedy ona nas dosięgała nasza gra dobiegała końca a my mogliśmy zacząć od nowa, tym razem jednak bogatsi o doświadczenie aby jednak o tej ścianie pamiętać. Bad North było często określane jako FTL z wikingami i nie ma co się tutaj dziwić, bo w grze występowaliśmy jako osady Sasów, które bronią się przed okrutnymi wikingami nadciągającymi z mroźnej Skandynawii. To co bardzo urzekało w tej grze to jej wspaniały klimat. Prosta grafika z lekko wyblakłą paletą barw, okraszona minimalistycznym udźwiękowieniem oraz ścieżką dzwiękową. Te wszystkie aspekty razem sprawiały, że sam wielokrotnie do gry wracałem nie po to aby patrzeć jak kolejni wikingowie toną w krwi swojej oraz swoich braci, ale też po to aby posiedzieć trochę w tym pięknym i jednocześnie brutalnym świecie. Po zamknięciu rozdziału związanego z Bad North wspomniany wcześniej Oskar Stålberg postanowił się usamodzielnić i bazując mocno na tym co stworzył wcześniej utworzył Townscaper. Grę, czy raczej narzędzie w której naszym jedynym celem jest budowanie kolorowych domków. I jest to cholernie satysfakcjonujące.

Cel – baw się dobrze.

Na dzień dobry zostajemy przywitani niekończącą się otchłanią wody. I w sumie to tyle jeżeli chodzi o tutorial, a raczej jego brak. Poza tym tutaj nie ma co wyjaśniac, bo pierwsze nawet omyłkowe kliknięcie doprowadzi do pojawienia się pierwszego z wielu elementów układanki, a jak już zaczniemy to wszystko zaczyna iść lawinowo. Na początek postawimy kilka elementów chodnika czy kanałów jednak cała magia zaczyna się, kiedy na jeden z nich klikniemy drugi raz. Naszym oczom ujawni się wtedy prześliczny kolorowy domek. Ponowne kliknięcie na niego go rozbuduje w tym kierunku gdzie na nim kliknęliśmy. Innymi słowy, jeżeli mamy domek 1×1 i klikniemy w jego dach to urośnie on nam o 1 klocek w górę, ale kliknięcie w jego ścianę spowoduje, że domek rozrośnie się w bok i zmieni swój wygląd. Twórca gry zadbał o to aby Townscaper sprytnie dobierał nam elementy składowe całych budowli, tak aby miały one sens i żebyśmy nie wybudowali np domku w powietrzu (chociaż jak się postarać to idzie trochę oszukać grę). Możemy budować całe miasta w jednym kolorze, ale też bez problemu możemy przed każdym dodaniem elementu zmienić kolor ścian. Dzięki temu prostemu zabiegowi oraz dzięki temu, że kolory dobrane przez autora biją ciepłem oraz pewnym elementem nostalgii nie da się wg mnie zbudować w Townscaper brzydkiego miasta. Po prostu gra to blokuje. Chcesz całą masę malutkich wysepek, a na każdej z nich domek innego koloru? Nie ma problemu. Chcesz ogromne zamczysko z wieloma basztami? Co Ciebie powstrzymuje? Marzy sie Tobie odtworzenie Wenecji? To również jest możliwe. A co najlepsze kosztuje to grosze bo jak inaczej nazwać coś, za co zapłaciłem 21zł a spędziłem tam już kilkanaście dobrych godzin i nie widzę aby mi się szybko miało znudzić?

Łyżka dziegciu w beczce miodu.

Na pewno należy wspomnieć tutaj o pewnych elemetach, które wymagają poprawy, ale pamiętajmy – jest to gra z Early Acces więc jest cały czas rozbudowywana przy pomocy fanów (wpiszcie na twitterze #Townscaper i zobaczycie, że sukces przerósł oczekiwania autora). System zapisywania jest niesamowicie prosty bo polega na normalnym zapisie lub utworzeniu ciągu znaków, które odpowiednio rozkodowane generują utworzone przez nas, lub przez kogoś miasto. Jest to również swego rodzaju pozytyw bo możemy wysłać znajomemu odpowiedni kod a on nie ruszając się z domu może na spokojnie przyjrzeć się u siebie wszystkim elementom nad którymi tyle czasu siedzieliśmy. Brakuje mi jednak opcji tradycyjnego zapisu gdzie mógłbym również dodać nazwę pliku w grze. Czasami jak odpalam jeden z projektów zapisanych w grze to przez kilka minut klikam i się zastanawiam, który to był bo niestety w podglądzie jest zapisywany ostatni widok jaki mieliśmy w trakcie budowania a to nie jest żadna podpowiedź. Minusem na pewno też będzie dla wielu brak jakiegoś celu czy systemu nagród, ale jeżeli ktoś nie jest fanem takich gier to sam ryzykuje kupując. Czytałem również opinie jakoby gra często się bugowała, ale ani razu nie zauważyłem czegoś takiego. Gra otrzymała już jedną aktualizację w której doszły nowe elementy mogące się pojawić w trakcie budowania (przepięknie wyglądające ścieżki w ogródkach) ale znalazło się też miejsce na kilka usprawnień i fixów błędów. Patrząc na zaangażowanie Oskara w mediach społecznościowych można wywnioskować, że jest niesamowicie nakręcony na dalszy rozwój Townscaper a kupując gre możecie być jednymi z wielu, którzy mu w tym pomogą. I pisze to zatwardziały konsolowiec, który założył konto na Steam specjalnie po to aby móc czasami odłożyć pada, przerwać granie w Dark Souls i odpalić coś tak przyjemnego.

Myślałem nad wystawieniem oceny ale naprawdę ciężko mi to w jakikolwiek sposób ocenic, bo nie traktuje Townscaper jako gry tylko raczej jako narzędzie do relaksowania się po ciężkim dniu w pracy albo stresowej sytuacji w sklepie, bo ktoś we mnie wjechał wózkiem podczas gdy ja myślałem o tym co dzisiaj wybuduje. Jeżeli przeczytaliście ten teskt i obejrzeliście screeny, które dla was przygotowałem to powinniście już teraz wiedzieć czy jest to coś dla Was czy jednak odpuszczacie i dalej będziecie się oddawac uciechom w grach AAA. Ja odnalazłem tutaj spokój i brak jakiejkolwiek presji co czasach zarazy jest czymś czego każdy z nas potrzebuje.