Mój pamiętniczku – o zapamiętywaniu popkulturowych dzieł

Rok 2020 zapadnie w pamięci, ale nie będzie to jedno z tych pozytywnych wspomnień. Zaraza i uwięzienie w domu ma jednak zaletę dla wszystkich lubiących konsumować wszelaką popkulturę. Mamy po prostu więcej czasu, który możemy wykorzystać na nadrabianie zaległości. Każdy ma na pewno kilka tytułów na tak zwanej „kupce wstydu” – przeznaczonych na nadrobienia w pierwszej kolejności. A co gdy okazuje się, że film, który chcieliśmy obejrzeć już wcześniej oglądaliśmy, tylko z jakiegoś względu całkowicie o tym zapomnieliśmy? Ta dżungla… Schwarzenegger… Get to the Chopper!!! – Przecież ja już to widziałem!

Nie przepadam za wielokrotnym oglądaniem tych samych filmów. Czerpię więcej przyjemności z obserwowania wydarzeń, które nie wiem jak się zaraz skończą. Są oczywiście od tego wyjątki (Święta bez Witaj, Święty Mikołaju nie istnieją), ale chyba każdy ma jakiś film, który może raz w roku oglądać bez poczucia straconego czasu.

W obronie przed niepowtarzaniem tego co już przeczytaliśmy/obejrzeliśmy są serwisy internetowe. Umożliwiają one odszukanie dzieła i zaptaszkowanie go, oznaczające że przerobiliśmy już dane dzieło. Niestety nie mamy jednego serwisu, który by skupiał wszystko, więc musimy nasze backlogi podzielić na trzy fronty: filmy, książki i gry…

Filmy na pierwszy rzut oka wydają się jasne, mamy Filmweb. Oferuje on możliwość oceniania dzieł i opatrzenia ich datą i skróconą recenzją. Ma szeroką bazę filmów i seriali (są nawet gry, ale nie ma ich dużo i mają braki w opisach). Dysponuje też szeroką społecznością i jestem pewny, że kiedy dodacie swoje konto facebookowe to od razu odszuka wam masę znajomych. Niestety ma też swoje wady. Ma masę reklam (z możliwością ich wyłączenia za około 4 zł miesięcznie) oraz baza filmów nie jest kompletna, ponieważ jest tworzona przez użytkowników. Nie ma problemów w znalezieniu kinowych blockbusterów, ale z mniej popularnymi tytułami może być problem. Można oczywiście samemu dodawać filmy do serwisu, ale ich modernizacja trwa bardzo długo (za ostatnim filmem, który dodałem, musiałem czekać jakieś 4 miesiące, aż pojawił się bazie).

Alternatywą może być Letterboxd bazujący na bazie filmów TMDB. Rozwiązuje on problem braku filmów oraz dysponuje nowocześniejszą szatą graficzną co wpływa na komfort użytkowania. Posiada jeszcze jedną przydatną funkcję: możemy bardzo łatwo wyeksportować całą naszą listę filmów i ocen do plików o formacie CSV, dzięki czemu, jeżeli w przyszłości będziemy chcieli migrować pomiędzy serwisami, będzie to zadanie znacznie łatwiejsze. Niestety nie wszystko jest tak kolorowe, na pewno nie dla wszystkich. Letterboxd nie ma w swojej bazie seriali.

Przez oczopląs jaki dostaję wchodząc na Filmweb kieruje się w kierunku Letterboxd,

Z książkami mamy bardzo podobny problem jak z filmami. Mamy polski Lubimy Czytać, rozwijane przez użytkowników i anglojęzyczny GoodReads, który wprawdzie nie bazuje na zewnętrznej bazie danych, lecz ma ją wystarczająco obszerną, łącznie z polskimi książkami. Co ciekawe książek w naszym ojczystym języku ma więcej, niż jego polski odpowiednik. Między innymi ze względu na to, że różne wydania i tłumaczenia książek są listowane osobno, i tak, mamy na przykład osobną pozycję Władcy Pierścieni w tłumaczeniu Łozińskiego i osobną w tłumaczeniu Skibniewskiej. Największa różnicą pomiędzy serwisami to baza książek, reszta jest stosunkowo podobna (choć nadal nie mogę dość do ładu z półkami na Lubimy Czytać i tego w jaki sposób są prezentowane na profilu). Ja, ze względu na lepszą prezentację i większą bazę książek, a szczególnie komiksów, których na Lubimy Czytać jest znacznie mniej, wybieram GoodReads

Czas na dwunastą muzę, moją ulubioną, czyli giereczki. Na szczęście tutaj możemy uniknąć wszelkich dylematów, ponieważ serwis Backloggd oferuje większość rzeczy, których możemy od tego typu stron wymagać. Oceniamy gry (pochodzą one z bazy IGDB, więc nie musimy się obawiać, że czegoś nam zabraknie), możemy wstawiać recenzje, dodawać daty, czy dodatkowo katalogować je według naszych chęci. To co jest miłe, to zakładka Journal (bardzo podobną mamy w serwisie Letterboxd), która przedstawia naszą historię ukończonych gier:

Można sobie zadać pytanie: ale po co nam to wszystko? Żeby lepiej pamiętać. Żeby nie trzymać wszystkiego w głowie, a na chęć powrotu do wcześniejszych dzieł popkulturowych, łatwo te wspomnienia przywoływać.

Korzystanie z takich serwisów może też pozytywnie wpływać na nasze chęci kończenia gier. W zalewie genialnych filmów, seriali, książek i gier jest pokusa, aby nie kończyć tego co wcześniej zaczęliśmy, ponieważ jest masa nowych rzeczy do sprawdzenia. Niektórzy nie mają z tym problemu, a niektórym głowa od tego pęka (można o tym więcej dowidzieć się z materiału Szymona Adamusa, który polecam).

Jeżeli ktoś chciałby mnie śledzić, tutaj są namiary: letterboxd, backloggd, goodreads