Danie główne podano do stołu. Recenzja Carrion.

Zdarzało wam się podczas grania w grę z gatunku horror, że chowając się w szafie, szkrzynce czy za rogiem zastanawialiście się jaki będzie następny ruch waszego oprawcy? Czy kiedy chowaliście się przed ksenomorfem w Obcy Izolacja ciekawiło was czy ma on możliwość przebicia się swoim długim ogonem przez drzwiczki waszego schronienia, aby dorwać swoją ofiarę bez zbędnych ceregieli? Mnie osobiście zawsze to interesowało co „czuje” ta druga strona podczas gdy ja staram się z całych sił po prostu przetrwać kolejny atak. Czy jest poirytowana tym, że znowu gdzieś uciekłem albo czy doskonale wie, że wystarczy na mnie chwilę poczekać i sam prędzej czy później wpadnę w jej ręce/szpony/kły. Dzięki wydanej w czerwcu grze „Carrion” możemy poczuć namiastkę tego jak to jest być napastnikiem w horrorze. I mogę już teraz zachęcić was tym, że jest to niesamowicie przyjemne uczucie.

Gdzieś już to widziałem

Początek gry jest bardzo nietypowy. Oto bez prawie żadnego wprowadzenia jesteśmy sobie tym małym, bezkształtnym glutem zamkniętym w szklanym więzieniu. Chwilą zabawy z naszym nowo poznanym bohaterem i jesteśmy uwolnieni, a pracownicy tajnego ośrodka zaczynają w panice przed nami uciekać. Fakt, że są kompletnie bezbronni (przynajmniej w początkowych etapach gry) bardzo nam ułatwia rozkoszowanie się nowo podanym menu więc czym prędzej przystępujemy do pałaszowania kolejnych ofiar. Jeżeli ktoś z Was kiedyś poszedł w tango z burgerami z McDonalda to doskonale wie, że jak zjemy ich sporo to nasze gabaryty zaczynają się powiększać. Nie inaczej jest w Carrion jednak jedzenie tych biegających na dwóch nogach burgerów jest jedną z kluczowych mechanik ponieważ są one pewnego rodzaju apteczkami. Jesteśmy ranni po wymagającej walce z oddziałem szturmowym? Pora złapać jednego z naukowców i sprawić sobie przyjemność. Bardzo nam w tym pomoże dość nowatorskie podejście do sterowania.

Jedną z pierwszych rzeczy na które zwróciłem uwagę po rozpoczęciu gry jest sposób poruszania się. Już na trailerach pokazujących fragment gameplayu można było dostrzec, że przemieszczanie się wygląda na bardzo płynne mimo iż sprawia ono wrażenie chaotycznego. Z ciała naszego bezkształtnego gluta wyrastają macki, którymi łapiemy się za pobliskie ściany, półki czy inne elementy otoczenia i przyciągamy się w danym kierunku. Jednak coś co z opisu wydaje się być skomplikowane, w rzeczywistości jest czymś banalnie prostym oraz bardzo intuicyjnym, bo naszą uwagę wystarczy skupić na centralnym punkcie naszej postaci i to on powinien być jedynym wyznacznikiem tego gdzie chcemy się aktualnie dostać. Cała reszta jak łapanie się za elementy jest wykonywane automatycznie i kto zobaczy fragment takiego przemieszczania się z boku powinien docenić płynność z jaką to jest wykonywane. Można nawet odnieść wrażenie, że te macki są tylko dla ozdoby ale dłuższa sesja z grą powinna rozwiać wszelkie wątpliwości i dać do zrozumienia, że ktoś włożył sporo pracy przy modelu przemieszczania się.

Warto też wspomnieć o samej otoczce fabularnej bo powinna ona być gratką dla fanów wielu filmów z lat 80-ych a w szczególności „Coś” w reżyserii Johna Carpentera. Film opowiadał losy amerykańskich badaczy mających bazę na Antarktydzie, których spokój zostaje zakłócony przez nieproszonego przybysza z innej planety mogącego imitować każdy żywy organizm z którym złączył się genami (co oczywiście nie odbywało się na zasadzie pytania tylko zjedzenia/rozszarpania ofiary). Fabuła Carrion jest mocno oparta o ten schemat jednak dzięki temu, że tym razem jesteśmy po tej drugiej stronie możemy doskonale wczuć się w tego „złego”. Celowo napisałem to w cudzysłowie jednak interpretację tego po której stronie jesteśmy pozostawiam Wam. Naszym celem głównym jest wydostanie się z ośrodka co odbywa się poprzez wędrowanie po labiryntach korytarzy oraz poszukiwanie przejść do kolejnych pomieszczeń. Gra jest w 100% metroidvanią i to byłaby ona w tym aspekcie jednym z wzorów gdyby nie fakt braku posiadania jakiejkolwiek mapy w grze. Niestety ale zawiłość niektórych korytarzy oraz bardzo podobnie wyglądające pomieszczenia sprawiły mi raz problem kiedy po paru godzinach grania odstawiłem tytuł, a następnie chciałem do niego wrócić następnego dnia. Dobre 15 minut kombinowałem co ja w sumie miałem zrobić oraz skąd przyszedłem tym bardziej, że miejscem zapisu okazał się gigantyczny hub z którego mogłem udać się w kilka różnych lokacji. W końcu udało mi się to ustalić ale powiedziałem sobie, że tym razem gry nie wyłączę dopóki jej nie ukończę co wam polecam. Na szczęście sama gra nie jest bardzo długa i mimo tego jednego problemu udało mi się ukończyć grę w ciągu nieco ponad 6 godzin. Były to bardzo przyjemnie spędzone 6 godzin w trakcie których pożarłem niezliczone ilości naukowców, poznałem historię stojącą za tym skąd nasz potwór wziął się w tym ośrodku i mogłem rozrosnąć się do naprawdę sporych rozmiarów efektem czego było nabycie dodatkowych umiejętności. Czym byłaby Metroidvania bez rozwoju swojej postaci i także tutaj mamy z tym do czynienia.

Jak widać w grze możemy przybrać formę pływających kabanosów.

W trakcie gry napotkamy szklane pojemniki podobne do tego z którego sami uciekliśmy. Kryją się w nich nowe mutacje, które pozwolą nam min. na przebijanie się siłą przez delikatne osłony, wyrywanie zamknięć od śluz czy przejmowanie kontroli nad człowiekiem poprzez podpięcie się do niego jedną z macek. Samych udoskonaleń jest więcej jednak trzeba zwrócić uwagę na to, że nasza postać ma tak naprawdę 3 formy. Oczywiście poza tym, że każda z nich jest innego rozmiaru to jeszcze przybranie np formy 3 sprawi, że nie będziemy mogli skorzystać z konkretnej umiejętności, która pozwoli nam na przedostanie się dalej w grze. Na szczęście w takich sytuacjach przychodzą z pomocą specjalne zbiorniki wodne w których możemy tymczasowo pozostawić fragment swojego DNA dzięki czemu kryjąca się w pomieszczeniu obok łamigłówka przestaje być niemożliwa do przejścia. Wiąże się to jednak z pewnym ryzykiem bo pozostawiając swój fragment DNA zmniejszamy na ten czas maksymalną liczbę punktów zdrowia, także w takich chwilach trzeba być szczególnie uważnym, a zwłaszcza w późniejszych etapach gry. Nasze pożywienie nie jest chętne aby cały czas być bezbronnym i w późniejszych etapach dochodzą żołnierze uzbrojeni w karabiny, miotacze płomieni czy tarcze energetycze, a nawet przyjdzie nam walczyć z kroczącymi mechami czy latającymi dronami. A to wszystko w akompaniamencie naprawdę dobrej oprawy audio-wizualnej bo tutaj trzeba pochwalić zarówno grafikę (mimo tego, że wiele lokacji jest do siebie podobnych) jak i animacje naszego stwora. Gorzej prezentują się animacje zjadanych przez nas ludzi ale z drugiej strony ma to swój pewien urok.

Gra Carrion jest aktualnie w usłudze Xbox Game Pass ale możemy ją również kupić na konsoli Nintendo Switch oraz na platformie PC.

  • Świetny model poruszania się postaci
  • Bezkompromisowa oraz brutalna
  • Kilka fajnych smaczków dla fanów kina lat 80-ych
  • Odczuwalny rozwój postaci
  • Efekt dźwiękowe oraz muzyka
  • Ładny pixel art oraz animacje naszej postaci
  • Brak mapy albo listy zadań
  • Nie widzę sensu aby grać więcej niż raz
  • Niewiele różniące się od siebie lokacje
Werdykt:
5