Grajdełko#2

O post-rocku pisałem już wcześniej, przy okazji zespołu Caspian, wspominając jak wiele dla mnie znaczy ten gatunek. Nie będąc tego świadomym, miałem z nim styczność już od dziecka. Siedziałem zasłuchany w głębokim fotelu, zastanawiając się skąd bierze się taka muzyka. W kółko słuchałem tylko jednego utworu: Tracy w wersji zremiksowanej (dokładnie z albumu Kicking a Dead Pig). Utwór miał w sobie coś magicznego, mógł zapętlony grać przez długie godziny. Bez tekstu, bez zwrotek i refrenów, bez ustrukturyzowanej formy. Po prostu fala dźwięku zalewająca każdy róg pokoju.

Polubić muzykę instrumentalną lub taką, z marginalnym znaczeniem wokalu nie jest łatwo. Słuchając takiej muzyki odbieramy tylko jej cześć, połowę, która trafia z głośników do naszych uszu. Druga część to coś co żyje w nas. To nasza własna wyobraźnia, nasze doświadczenia i wspomnienia. To jak będziemy ją przeżywać nie tylko zależy od tego co usłyszymy, ale też jak to zinterpretujemy i zrozumiemy.

The Falls Of Leviathan – Tides From Nebula
Earthshine (2011)

Chciałem zacząć od zespołu polskiego. Jest to coś niezwykłego, że w takim niszowym gatunku mamy zespół rozpoznawalny i koncertujący na całym świecie. Miałem przyjemność uczestniczyć w kilku ich koncertach i było to zawsze przeżycie unikatowe – w pełni zaangażowany zespół i publiczność słuchająca w skupieniu każdego dźwięku.

Zespół Tides From Nebula powstał w 2008 roku w Warszawie i aktualnie działa jako trio. Do tej pory wydali pięć albumów, a ostatni z nich nosi nazwę From Voodoo to Zen (2019). Albumy instrumentalne z uwagi na brak tekstów trudno nazwać koncepcyjnymi, jednak czasami dochodzi do takiej sytuacji, kiedy wszystkie utwory z danej płyty wiąże pewna emocja czy motyw. W przypadku albumów omawianego zespołu mamy w czym wybierać. Od surowo brzmiącego, agresywnego debiutu (Aura) przez spokojniejszego Earthshine pełnego oddalających się tajemniczych melodii do Eternal Movement bawiącego się zapętlaniem radosnych melodii.

Utwór The Falls Of Leviathan pochodzi z ich drugiego albumu – najspokojniejszego, eksperymentującego z ciszą i dźwiękami ambientu, choć mającego momenty agresywne, wyrywające z letargu i spokoju. Dowodem jest właśnie ten utwór, który już od samego początku atakuje nas silną melodią wyłaniającą się z ciszy. Trwa to tylko chwilę, aby cały ten zgiełk mógł z powrotem opaść, zastawiając po sobie tylko echo. Kiedy mogłoby się wydawać, że utwór ma się ku końcowy dynamika nagle ponownie wzrasta, aby zaatakować już po raz ostatni. Tym wyłaniającym się motywem może być tytułowy lewiatan, legendarny morski stwór pływający po rozszalałym morzu.

Postcard from 1952 – Explosions In The Sky
Take Care, Take Care, Take Care (2011)

Postcard from 1952 to utwór zespołu Explosions In The Sky reprezentującego bardziej spokojne podejście do muzyki rockowej. Stonowane i delikatne brzmienia mają w sobie również silne emocje uderzające z taką samą energią jak najcięższe gitarowe riffy.

Utwory powinny bronić się same. Nie potrzebować teledysków, czy innych wizualizacji. Perkusista omawianego zespołu zapytany dlaczego w swojej karierze tak rzadko sięgali do takiego środka przekazu odpowiedział, że podoba im się kiedy ludzie sami tworzą obrazy w swojej głowie słuchając ich muzyki.

We avoided videos for years and years and I think a lot of the reason was because we liked the idea of people creating videos or movies in their heads,

Chris Hrasky (źródło)

Jednak od czasu do czasu zdarza się wideo, które nie ma za zadanie wypromować twarzy muzyków, a być spójne z utworem i równie silnie przekazywać bogatą treść. Takim przypadkiem jest właśnie teledysk do utworu Postcard from 1952, gdzie muzyka jest podkładem do krótkim momentów z życia, które pozostają w naszej pamięci już na zawsze. Często nie są to najważniejsze momenty naszego życia, a sytuacje, przy których nasz mózg uparł się, aby je pamiętać. Matka fotografująca swoje dziecko, brzdące bawiące się wodą, zdmuchiwanie świeczek na torcie, czy pierwszy pocałunek. Cały teledysk oparty jest o prawdziwe fotografie, które zostały ożywione za sprawą kamer i aktorów. Oniryczna atmosfera idzie w parze z muzyką, a przedstawione spontaniczne sytuacje często przywołują nasze własne wspomnienia. Mogę z pełną odpowiedzialną napisać, że jest to jeden z najpiękniejszych teledysków, jakie widziałem w życiu. Serdecznie zachęcam do poświęcenia tych siedmiu minut i obejrzenia go w całości (link na górze przy okładce albumu).

Take Me Somewhere Nice – Mogwai
Rock Action (2001)

W tym zestawieniu nie mogło zabraknąć wcześniej wspominanego zespołu Mogwai. Jest to grupa pochodząca ze Szkocji stawiające pierwsze kroki w muzyce post-rockowej już w 1995 roku.

Wybierając utwory chciałem zadbać o chociaż drobną różnorodność. W przypadku tej piosenki również mamy coś ciekawego – wokal. Tekst w utworach post-rockowych przeważnie jest znacznie ciszej niż to, do czego mogliśmy przywyknąć. Śpiew wokalisty jest tutaj kolejnym instrumentem będący na równi z gitarą czy perkusją. Nie wychyla się i nie ma za zadania przyciągnięcia całej uwagi słuchacza. Tekst rzuca w nas myślami i pewnymi stwierdzeniami, gdzie naszym zadaniem jest je uporządkować i stworzyć z nich logiczny sens. Jedni mogą go zinterpretować bezpośrednio jako marzenie bycia porwanym przez obcych lub jako nostalgiczną podróż do przeszłości, prowadzoną starymi zdjęciami, które czasem przeczą naszej pamięci.

Warto jeszcze wspomnieć, że przed kilkoma dniami został zapowiedziany nowy album zespołu Mogwai o nazwie As the Love Continues z promującym go singlem Dry Fantasy Miło jest patrzeć jak zespół, mimo 25 lat na scenie, nadal potrafi okrywać nowe brzmienia i zaskakiwać słuchaczy.

Wszystkie utwory pojawiające się na ramach serii Grajdełko będą uaktualniane na liście Spotify: